Wszystkie teksty mają na celu pomoc w komunikacji między klientem a grafikiem oraz między nim a resztą świata.

Student mi rynek psuje! A taki ładny był, amerykański.

Posted: Lipiec 18th, 2010 | Author: | Filed under: Graficy, I cała reszta, Klienci, Z życia, Zlecenia | Tags: , , , , | 28 Comments »

Wśród designerów dużo ostatnio o psuciu rynku. Że student przyjdzie, że zrobi za miskę ryżu, że się nie szanuje, że nas nie szanuje, że nos ma krzywy i mama go nie kocha. Czytam, że ci, co rynek psują, podbierają mi klientów. Zabierają chleb spod pyska. A ja chyba akurat wtedy śpię albo i inne, bardziej intymne czynności ubikacyjne odprawiam, bo akurat wtedy mnie na miejscu nie ma gdy mnie okradają.

Przyglądając się profilowi typowego klienta z serwisu na „z” można stwierdzić, że pieniądze na rozbujanie swojego sklepu z nowoczesnymi breloczkami uzbierał ciułając stypendium przez 5 lat, połowę wydał na piwo i fajki, a za drugie 10zł chce kupić logo, wizytówki i sklep internetowy. Jeśli zgłaszają się chętni, którzy w tej cenie wykonają wszystkie 3 elementy zlecenia (logo ukradną, wizytówkę zrobią z templejtu w wordzie i zarejestrują się w serwisie z darmowymi sklepami interetowymi), to obie strony są zadowolone. Klient ma jakość, za jaką płaci, a zleceniobiorca ma z czego żyć przez półtorej godziny jeśli jest człowiekiem, a dwa miesiące jeśli jest studentem (lub 3 lata jeśli to gimnazjalista). Wszyscy zadowoleni.

Nie komentując w ogóle jakości tego, co robię, robię to zawodowo (ciągle mówię o grafice), z tego żyję, o takim profilu założyłam firmę. I jako, jakby nie patrzeć, zawodowy grafik w życiu nie zainteresowałabym się tym zleceniem, nie widziałabym tego klienta. Dlatego niczego mi nie ukradziono.

W argumentach często pojawia się kształtowanie złej świadomości, o tym, że to niby tak mało kosztuje, że stronę robi się za 200zł, że logo można wykonać za 50zł i że to niby nieprawda a klient myśli, że tak jest (jak widać gdyby płacili za zbyt długie i skomplikowane zdania – zawodowo robiłabym co innego). Ale niech ma tę świadomość, bo tak naprawdę jest. Bo coś, co przypomina logo i coś, co przypomina stronę internetową można kupić za 100zł.

A coś, co przypomina samochód można opierdolić za tysiaka.

I tak właśnie wygląda każda branża – płacisz więcej, masz lepszą jakość. Jeśli czujesz się okradany – podnieś swoją jakość. Wtedy klientów z serwisu na „z” będziesz miał głęboko tam gdzie w dupie słońce nie dochodzi wężykiem.


28 Comments on “Student mi rynek psuje! A taki ładny był, amerykański.”

  1. 1 M said at 20:27 on Lipiec 18th, 2010:

    Na tych robiących strony za 50zł najgłośniej krzyczą ci robiący strony za 80zł :)

    Nie spotkałem jeszcze nikogo, kto zajmował by się tym na poważnie i narzekał na tę „konkurencję” – to tak jakby właściciel dobrej knajpy narzekał, że ci wspomniani studenci kupują obiad w kebabie po drugiej stronie ulicy, a nie u niego.

    No, znam jeszcze parę przypadków, gdzie gość liczył, że za stronę z logo i mapką dojazdu dla firmy „jędrek i syn” zgarnie minimum tysiąc – bo przecież 100 linijek czystego htmla to nie jest tania rzecz :)

  2. 2 Paweł Lipiec said at 20:57 on Lipiec 18th, 2010:

    #fajne
    (i tyle w tym temacie)

  3. 3 barren said at 21:36 on Lipiec 18th, 2010:

    Heh, świetny tekst i fajnym stylem pisany. Co do psucia rynku przez studentów to myślę że się nie przejmujemy, kiepsko zaczyna się robić gdy w miarę dobry grafik zaniża swoje stawki… Zdaje się że jakiś czas temu tak było w drukarniach ofsetowych – druk nawet nieopłacalny (w cenie materiałów) aby tylko chwycić klienta i na następnym zleceniu go skasować.

  4. 4 Czesiek Anonim said at 21:40 on Lipiec 18th, 2010:

    A ja mam takiego grafika, co to tak pieprzy „jakość, jakość”, cenę daje wysoką, a potem mu wychodzi „jak zwykle” zarówno z terminem, jak i z jakością całokształtu. I co?

  5. 5 BIter said at 21:41 on Lipiec 18th, 2010:

    Jakże piękne podsumowanie tej „niszy” ;)

  6. 6 Biter said at 21:43 on Lipiec 18th, 2010:

    Czesiek Anonim: ..i zmień grafika ;)

  7. 7 Piotr Lewandowski said at 12:30 on Lipiec 19th, 2010:

    Ja nie bardzo rozumiem jak w gospodarce wolnorynkowej na czyjeś usługi można mówić „psucie rynku”… znaczy co, ktoś robi taniej, czyli „psuje” rynek? To analogicznie: ten który robi drożej to go „naprawia” ?? A najwięcej to krzyczą Ci, co sami mają niskie ceny a i tak nie dają rady złapać klientów…

  8. 8 Christobal said at 23:54 on Lipiec 19th, 2010:

    Zmartwię Cię Poprawko… ale do rzeczy.

    Jest sobie takie zagadnienie jak mystery shopping.
    Otóż taki mystery shopper, dokonuje testowego zakupu, by potem sporządzić raport oraz wystawić ocenę.
    Jeśli kiedyś więc postanowisz zabawić się w takowego MS, ale w branży na d, dowiesz się wielu ciekawych rzeczy. Na przykład tego, że całkiem spora grupa ludzi serwis na z miesza z błotem, ale całkiem prywatnie, w wycenach, jest gotowa za lansowane tam stawki pracować.

  9. 9 Piotr Lewandowski said at 11:29 on Lipiec 20th, 2010:

    Święta racja, Krzysztofie…

  10. 10 kmrozek said at 12:34 on Lipiec 20th, 2010:

    @christobal – rzeczywiście, zmartwiłeś mnie.

  11. 11 Paweł Lipiec said at 8:47 on Lipiec 21st, 2010:

    @Kasia nie zapłakuj się.

  12. 12 Qbexus said at 10:06 on Lipiec 21st, 2010:

    Niskie stawki najczęściej wynikają z pracy na czarno i nikłych umiejętnościach delikwenta. Mam photoshopa i corela to jestem grafik. Przeczytałem kurs P.Wimmera jestem guru webmasterki.
    Niestety to się mści a cierpi na tym cała branża bo łatka zostaje przyklejona a stawki zaniżone.

  13. 13 hxs said at 22:01 on Lipiec 21st, 2010:

    „Jeśli czujesz się okradany – podnieś swoją jakość” (c) 2010

    :)

  14. 14 Tomasz said at 11:17 on Lipiec 22nd, 2010:

    >> Czesiek Anonim
    Wysoką czyli 80zł a nie 50 (gdzie normalna cena kształtuje się załóżmy na poziomie 200)? Gdyby dawał wysoką na pewno robiłby dobrze i terminowo, a przynajmniej mógłbyś tego wymagać.

  15. 15 Rafał said at 11:31 on Lipiec 22nd, 2010:

    Wszystko fajnie – mamy wolny rynek i nikt nie powinien mówić o psuciu rynku. Ok, zgadzam się. Tylko, że Ci „designerzy” za 200zł „pracują” na kradzionym sofcie, mamusia da im jeść i dach nad głową. Tylko w tym sensie jest to psucie rynku. Już to, ze mieszkają z rodzicami i nie ponoszą kosztów prądu, internetu i.t.p to jakoś można przeboleć bo przecież nikt nikomu nie zabrania tak żyć. Natomiast to, że projekt zrobią w photoshopie z torrentów, fotkę pożyczą z deviantart a kod skopiują nie czyni ich uczciwą konkurencją.

    Jak ktoś zakłada powiedzmy firmę budowlaną nie ma możliwości zapierzyć wiertarki ze sklepu, ukraść cementu z budowli obok tylko ponosi te koszty tak samo jak jego konkurenci i wtedy jest to prawdziwy wolny rynek.

  16. 16 Zbyszek said at 14:31 on Lipiec 28th, 2010:

    Rafał, tylko do takich ludzi zgłaszają się zazwyczaj „klienci” z odpowiedniej półki. Właścicielka saloniku kosmetycznego otwartego w piwnicy rodziców nie zgłosi się do K2 :)
    Taka nisza, bardzo dobry przykład odnośnie restauracji. Kto potrzebuje wypasu, pewności że będzie OK zapłaci odpowiednio żeby mieć odpowiednio. Chytry traci 2 razy, wybierzesz partacza z oszczędności to i tak zapłacisz kolejny raz komuś do kogo powinieneś zgłosić się od razu.

  17. 17 css3.pl said at 14:34 on Sierpień 1st, 2010:

    A tam gadanie. Są branże gdzie bez specjalnej licencji nie możesz pracować, nawet jak jesteś po odpowiednich studiach i praktyce. Te branże dbają o to, żeby nikt im rynku nie psuł. A taksówkarze? też mają licencje i ustalone stawki. Pośrednik nieruchomości? też musi mieć licencje. Podobnie jest w przypadku wielu innych usług, czy interesów. Na ten przykład wszelkie stowarzyszenia hodowców psów i inne, dbają o to, żeby czasem ktoś nie zaczął za tanio sprzedawać rasowców. Tam gdzie nie ma licencji, można wywierać presję – znam przypadek, gdzie sklep sprzedawał „za tanio” aparaty fotograficzne i miał z tego tytułu problemy, a problemy robiło przedstawicielstwo producenta na Polskę.

    W przypadku designerów, webdeveloperów, programistów, jest wolna amerykanka. Oczywiście, w przypadku dużych projektów, nikt nie zleci roboty przypadkowemu studentowi. Ale przy małych i średnich zleceniach – takich których często podejmują się freelancerzy – jak odróżnić studenta, od profesjonalisty, który pracuje zawodowo? Klient często nie ma pojęcia o branży i wystarczy mieć gadane, żeby takiemu nawinąć makaron na uszy, a potem klient niezadowolony, bo projekt okazuje się nie spełniać jego oczekiwań, bo nikt mu nie doradził. Niezadowolony klient traci zaufanie do całej branży. Czasami z kolei klient jest zadowolony, ale nieświadomy, że usługa jest na niskim poziomie. To tak, jakby komuś sprzedać wrotki i przekonać go, że to najszybszy obecnie środek transportu.

    Ktoś wyżej napisał, trudno o zdrową konkurencję, w przypadku, kiedy przysłowiowy „student”, pracuje na piratach i kradzionych materiałach, a jego celem jest tylko i wyłącznie szybka kasa, nie interesuje go czy klient osiągnie swój cel biznesowy, nie interesuje go budowanie własnego wizerunku, interesuje go uzbieranie na piwo.

  18. 18 dayv said at 20:06 on Sierpień 2nd, 2010:

    Dobra ja stanę w obronie studentów ;) osobiście zgadzam się z autorką posta, że tacy grafiki nam nie zabierają klientów … raczej agencjom średnich lotów, które chciały by zgarniać takich ludzi mających po kilkaset zł na strone naciągając ich na kwoty w okolicach 1,5 – 2k, a takowe studenciaki które znajdują sobie sposób na zarobienie na piwo czy na kolejną parówke, z której zrobią zrobią talerz schabowych niestety im takich klientów zabierają ;)

    Sam jestem [no dobra będę ... zacząłem jedne studia, ale tak szybko jak zacząłem to zakończyłem, więc uznajmy, że to był rok przerwy] studentem, a zaczynałem jako gimnazjalista … moim zdaniem [pisałem kiedyś o tym jakieś 4-5 lat temu na webesteem'ie prowadząc zażartą dyskusje z wtedy dla mnie niejakim jesionem - aktualnie znajomy i stały zleceniodawca od ładnych kilku lat, ba nawet przez pewien okres czasu mój przełożony] to zależy od podejścia danej osoby i wiek tu nie gra roli – jeżeli ktoś to traktuje na poważnie – to nie ważne ile będzie miał lat – może mieć nawet 10 i będzie miał dużych klientów i będzie robił świetne rzeczy, na czas i będzie coraz lepszy i lepszy … co by bronić dalej ludzi młodych, którzy nie traktują tego sposób na dorabianie tylko jest to ich pasja – mam w portfolio projekty z przed ładnych paru lat dla banków czy też sporych instytucji wliczając w to instytucje państwowe … i jakoś nikomu nie przeszkadzało to ile miałem lat :) oczywiście znam jeszcze kilka takich przypadków

    a więc na zakończenie – studenci, którzy na piwo chcą dorobić podkradają klientów małym i średnim firmom, a także początkującym osobom z wielkim zapałem i pasją [tyle, że tych drugich to zbyt długo bolało nie będzie]. Reszty osób ci studenci jednak nie ruszą … bo wątpie, żeby ktokolwiek o zdrowych zmysłach chciał zrobić cały sklep internetowy za 50 zł …

  19. 19 css3.pl said at 9:34 on Sierpień 3rd, 2010:

    @dayv – „studenci, którzy na piwo chcą dorobić podkradają klientów małym i średnim firmom” Dokładnie, zgadzam się tutaj z Tobą. Dorzuć do tego freelancerów, bo oni też zaliczając się do małych firm, jeśli posiadają działalność, albo do mikro, jeśli takiej nie posiadają i robią tylko na umowę zlecenie.
    Czyli całkiem duża grupa musi konkurować ze „studentem” który chce uzbierać na piwo.

  20. 20 Christobal said at 13:29 on Sierpień 5th, 2010:

    Kluczowym kryterium dla 95% polskich klientów jest cena.
    Zatem student oferujący wykonanie dowolnego projektu za 30% realnych kosztów (pomińmy litościwie czemu tych kosztów nie ma) jest realnym zagrożeniem. Dla rynku.
    Rynek bowiem notuje w pamięci, że można zrobić za 30% realnych kosztów, ale rynek nie notuje, że to cena poniżej tych kosztów. W pamięci zostaje tylko niska liczba.

    O ile gdy klient kupi gówniany majonez w biedronce, to straci 2 złote i następnym razem kupi prawdziwy, o tyle gdy zapłaci studentowi za bubel 1000 złotych (gdy inni chcieli za to samo 5 tys.), to wysupłanie następnych pieniędzy będzie poprzedzone długim zastanowieniem by znów nie dać się naciąć.

  21. 21 mroofka_Z said at 16:56 on Sierpień 16th, 2010:

    Dorzuciłbym swoje trzy grosze… ale po co! Post / artykuł / ? czyta się świetnie, ekstra styl, +1 do RSS. „uzbierał ciułając stypendium przez 5 lat, połowę wydał na piwo i fajki, a za drugie 10zł chce kupić logo” – made my day. Przyjemnie się czyta, naprawdę, bomba.

  22. 22 Ahelor said at 14:15 on Wrzesień 1st, 2010:

    Świetnie napisany tekst… przyznaję.
    Co do stawek to nawet firma, którą założył sobie student i wydaje 10zł na logo/www/sklep jeśli rozwinie się (o co w Polszy ciężko) to kiedyś tam chcąc zrobić sobie porządnie wszystko wyda więcej pieniędzy. Tylko że wtedy może trafić na tego samego grafika, który też przez ten czas trochę popracował nad sobą i tym razem weźmie 50x tyle co przedtem.
    Podsumowując: zgadzam się z przedmówcami. Ile się umie i jakich klientów się szuka tyle się zarabia. Wielu dobrych grafików startowało od pracy za grosze – takie jest życie.

  23. 23 Dawid said at 19:33 on Wrzesień 6th, 2010:

    Nie lubię jak ktoś uogólnia, student czy gimnazjalista.. Kilku studentów znam, którzy robią projekty na prawdę za nie małe pieniądze i na pewno nie studenckie : ) Odwołam się do gimnazjalistów, ponieważ nie dawno nim byłem, jeśli chodzi o mnie to nie były to stawki 50 zł tylko z jednym zerem w górę, ale:

    Proszę nie uogólniajmy, jeden student niszczy rynek, drugi nie.

    Pozdrawiam.

  24. 24 Maciek said at 11:09 on Wrzesień 29th, 2010:

    Projektowanie czy wykonawstwo to jest rynek biznesowy – warto być poważnym człowiekiem.

    W życiu nie zaoferowałem usług tańszych niż 100 złotych / godz. oraz sam nigdy nie skorzystałem z takowych.

    Strach byłoby się bać, gdybym miał odwiedzić lekarza, którzy bierze 25 złotych za jedną wizytę czy adwokata procesowego – za 50.

    Nigdy nie wynajmę „ochroniarza” za 15 złotych / godz, nie oddam samochodu do najtańszego warsztatu ani nie pójdę na kurs, który kosztuje 600 złotych / 30 godzin.

  25. 25 kmrozek: niedzielny wpis n… | Praca w domu said at 18:15 on Grudzień 2nd, 2010:

    [...] wpis na blogu: Student mi rynek psuje! A taki ładny był, amerykański. [poprawki.com]s #klient #grafik #zleceniaprzeznet #zlecenia Ten wpis został opublikowany w kategorii zlecenia [...]

  26. 26 hopsać said at 13:27 on Styczeń 9th, 2011:

    zdarzyło mi się wyceniać małą kampanię btl-ową dla klienta, który potem przyszedł dzierżąc mój kosztorys pokreślony z wpisanymi linkami z allegro – ten wobler kosztuje 9.90 a nie 14.90, ten plakat kosztuje 20 a nie 50.

    po prośbie o porównanie jakości materiałów które wybrał, a które wybrałem ja, o dodanie kosztu logistyki, dostawy, oraz przede wszystkim godzinówki spędzonej na bezproduktywnym spotykaniu się i pierdzeniu w stołek sali konferencyjnej, podczas której udowadniałem że nie jestem wielbłądem – uniósł się honorem i powiedział że sam to zrobi, po cenach allegro.

    kampania nigdy nie doszła do skutku.

  27. 27 Jacek Nadolny said at 16:55 on Luty 2nd, 2011:

    Dobry wpis. Lubię zaglądać na Twojego bloga :-)
    Podobne tematy były wałkowane wielokrotnie, ale życie pokazuje, że ten temat nie wyczerpie się chyba nigdy.

    Wielu osobom składającym zapytanie o cenę strony WWW wydaje się, że zbudowanie strony internetowej to przecież prosta sprawa.

    Wysyłają więc maila z oburzeniem: dlaczego niektórzy chcą za to „nie skomplikowane” zadanie czasem kilka tysięcy złotych?

    Dzisiejszy przykład:

    Zapytanie klienta: W jakiej cenie wykonujecie Państwo strony?

    Moja odpowiedź: od kilku tysięcy złotych. W górę nie ma granicy.
    Każdy projekt wyceniany jest indywidualnie w zależności od zakresu zlecenia, cech funkcjonalnych, stopnia skomplikowania witryny… (I te de, i te pe).

    Odpowiedź klienta: Strona internetowa od kilku tysięcy? Dobry żart na koniec dnia :)

    Na koniec jeszcze moje „ulubione” sformułowanie, jakie kiedyś usłyszałem od klienta przez telefon: „Co, aż tyle?! Przecież to są trzy machnięcia myszką…”.

  28. 28 Maciej Radziwillowicz said at 20:58 on Lipiec 20th, 2011:

    Nie popieram tego że studenci mają wziąć winę za to, można dorzucić jeszcze profesjonalne firmy. Ale nie w tym sedno. Poważny klient raczej będzie chciał usłyszeć poważną cenę i będzie wiedział że otrzyma poważny projekt. Z praktyki: ci klienci którzy dużo płacą najmniej wydziwiają i ufają nam, że otrzymają to czego żądają


Leave a Reply