Mam do Ciebie pytanie – ponieważ od niedawna zajmuje się Freelancem mam wątpliwości jaki typ umowy wybrać (o dzieło / zlecenie) i jak ją poprawnie spisać.
Widziałem, że wypowiadałaś się na innym blogu dość sensownie i pomyślałem, że może pomogłabyś mi ???
Nie wiem jak się z Tobą skontaktować, dlatego piszę tutaj
Piosenka jest świetna.
Ale piosenka jest też przebrzydłą i bezczelną manipulacją, bowiem pomija, najprawdopodobniej celowo, informację, że słowa dotyczą określonej licencji CC.
A szkoda. Pełne objaśnienie kwestii kopiowania byłoby świetną reklamą, a tak jest trampek w pysku.
4
Maciek said at 9:08 on Wrzesień 5th, 2010:
Jarek,
Przeczytaj prawne założenia umów, które oparte są o Kodeks Cywilny, wówczas trochę Ci się rozjaśni.
W zasadzie są dwa kierunki artystyczno-papierologiczne:
1. Umowa o dzieło, faktura VAT – gwarantuje zatrzymanie praw autorskich, o ile nie zrzeczesz się tych praw w stosownej umowie.
2. Umowa zlecenia, praca etatowa – tu niestety ciężko jest o zatrzymanie praw autorskich, co jest często wykorzystywane przez agencje.
Myślę, że pierwsza opcja jest bezsprzecznie lepsza – dla przedsiębiorczego twórcy. Pamiętaj tylko o tym, aby mieć jakiekolwiek publiczne ubezpieczenie (związane z ZUS), jeżeli nie chcesz zakładać firmy. Wiem, że ZUS to ohydna i droga propozycja, ale w Polsce jest jedynym zabezpieczeniem, gdyby – odpukać! – miałoby się coś stać. Praca etatowa w firmie nie jest taka zła, a przy okazji można nauczyć się biznesu. Zdecydowanie nie polecam nikomu, kto tworzy cokolwiek, umowy zlecenia. Nikomu, bez względu na stopień kreatywności.
Mylisz się Macieju w dwóch zasadniczych kwestiach.
Sprawa umowy.
Otóż różnica zasadnicza między umową o dzieło a umową zlecenie polega na tym, że ‘o dzieło’ jest umową rezultatu, a ‘zlecenie’ jest umową starannego działania.
W przypadku projektowania zatem, skoro do wykonania jest konkretny projekt, raczej trudno jest podciągnąć to pod umowę zlecenie. Powiedzmy jednak, że przy dobrej księgowej da się… choć nie polecam.
Sprawa majątkowych praw autorskich.
Żadna umowa nie gwarantuje ich zatrzymania, bowiem do zatrzymania praw majątkowych umowa nie jest potrzebna. Formalnie. Ale.
Zamawiający dzieło może w sytuacji spornej dowodzić, że z charakteru umowy oraz jej celu wyraźnie wynika, że do przeniesienia praw dość powinno. Na takową potrzebę może także wskazywać korespondencja w toku realizacji.
Mówiąc wprost.
Jeśli do korzystania z dzieła niezbędne jest przekazanie praw doń lub udzielenie licencji na określone pola eksploatacji, to można z dużą dozą prawdopodobieństwa stwierdzić, że do takowego przeniesienia praw musi dojść, a brak formy pisemnej jest raczej zaniedbaniem ze strony wykonawcy aniżeli skutecznym sposobem na praw zatrzymanie.
Co więcej, przeniesienie praw jest niezależne od formy prawnej pod jaką wykonuje się projekt.
Wyjątkiem jest umowa o pracę, ale tutaj, detale związane z przeniesieniem praw, bardzo dokładnie precyzuje ustawa o prawie autorskim.
filmik pierwsza klasa, w trakcie zastanawiałem się, czy to prowokacja czy utrwalanie nowego, i jak widać cc na końcu, jak najbardziej ku chwale sharing-inspiring. inna sprawa, że chodzi o idee, a nie o ich ujęcie.
co do umowy, po pierwsze, czy owo zatrzymanie majątkowych praw autorskich jest tak istotne. bo dla samego dobrego samopoczucia, lepiej się zastanowić, czy warta skórka wyprawki. nieprzeniesienie może na dzień dobry zauważalnie obniżyć honorarium, a późniejsze zamarzone tantiemy nie pojawią się nigdy. to tylko tak gwoli spojrzenia z kolejnej strony.
po drugie freelancowanie w założeniu służy niezależności. wartość jak każda inna, i jak za każdą, trzeba ponieść stosowne koszta i niewygody. pracujesz kiedy chcesz, ale tylko wtedy zarabiasz, zarabiasz masówką, nie troszcz się o to co za, zdobywaj kolejne, chcesz zrobić raz i mieć spokój do konca swoich dni – stwórz arcydzieło, ale za coś dożyj do jego odtrąbienia.
jakoś przechodzenie praw majątkowych na mojego pracodawcę jakoś dawno przetrawiłem, zaakceptowałem i nawet się nad tym nie zastanawiam zbyt często. widać inne wartości okazały się ważniejsze.
8
Maciek said at 9:08 on Wrzesień 15th, 2010:
Christobal i Foma,
Miło, że wspominacie o teorii. Oczywiście jest to bardzo ważna sprawa, o czym także wspomniałem.
Przedstawiłem wnioski z kilkunastoletniego doświadczenia w dbaniu o swoje prawa – tym samym, oczywiście, pieniądze. Jeżeli macie praktyczne doświadczenie w tworzeniu i zarabianiu na tym, to chętnie się dowiem:
Jak najlepiej uniezależnić się od pośredników, aby stać się niezależnym twórcą?
Są dwie drogi.
Jesteś artystą i zachowujesz prawa majątkowe do wszystkiego co stworzyłeś. W konsekwencji umierasz z biedy i głodu…
lub.
Godzisz się z faktem, że tworzysz projekty użytkowe a przeniesienie praw jest jednym z warunków ich właściwego użytkowania. Korzystasz natomiast na tym, że funkcjonujące prace przyciągają kolejnych chętnych.
10
Maciek said at 9:46 on Wrzesień 29th, 2010:
Christobal,
Wierzę, że Twoim celem nie było wrzucanie artystów do jednego kotła – z nieudacznikami. Dodajmy do tego:
3. Omijasz pośredników.
Przywiązywanie się do jakichkolwiek pośredników jest tak samo niezdrowe, jak praca na etacie. Człowiek się rozleniwia, zapominając kto powinien rozdawać karty. Artysta staje się odtwórcą roli, której scenariusz dostaje od pośrednika.
Dbanie o swoje pieniążki, m.in. poprzez omijanie pośredników agencyjnych, to bardzo fajna sprawa. Uwierz mi – niektórzy ludzie dają radę.
Albo nie rozumiesz tego co napisałem, albo po prostu rozmawiasz z własnymi imaginacjami.
Więc na przykładzie będzie.
Logo.
Choćbyś nie wiem jakim był artystą, żeby znak mógł prawidłowo funkcjonować MUSISZ przenieść prawa majątkowe na zlecającego
Logo, katalog, ulotka, strona www to NIE JEST sztuka dla sztuki, tylko grafika użytkowa. Wiąże się z tym, między innymi, potrzeba przeniesienia praw, by ich nabywca mógł a) w praktyce zastosować, b) czerpać z tego zakładane korzyści.
Nie ma znaczenia czy będziesz to realizował samodzielnie czy przez pośredników. Dla prawidłowego funkcjonowania tych rzeczy, musisz prawa majątkowe scedować na klienta.
12
Maciek said at 9:08 on Październik 1st, 2010:
Christobal,
Od samego początku tego postu, piszę o prawach autorskich. Prawa autorskie i majątkowe to dwie inne sprawy, jeżeli szanujesz twórcę – także siebie. Gdy zaczniesz coś tworzyć, oraz sprzedawać za godziwe pieniądze, szybko załapiesz tę różnicę.
13Christobal said at 23:02 on Październik 1st, 2010:
Podsumujmy Twoje mądre słowa::
” Umowa o dzieło, faktura VAT – gwarantuje zatrzymanie praw autorskich, o ile nie zrzeczesz się tych praw w stosownej umowie”
Dla prawidłowego funkcjonowania projektu, niezbędne jest scedowanie określonych praw na klienta
(przeniesienie praw lub licencja). Więc Twoja rada jest BEZUŻYTECZNA. Twórca nie może zatrzymać przy sobie praw majątkowych bo wtedy klient NIE BĘDZIE MÓGŁ z projektu korzystać.
Co więcej, obowiązek przeniesienia praw może bezpośrednio wynikać z charakteru utworu oraz zgodnego zamiaru stron.
W przypadku konfliktu na sali sądowej, konsekwencją nieprzekazania praw może być oskarżenie o celowe działanie na szkodę, wprowadzenie w błąd oraz wyłudzenie.
Kolejne mądre słowa.
„Przywiązywanie się do jakichkolwiek pośredników jest tak samo niezdrowe, jak praca na etacie. Człowiek się rozleniwia, zapominając kto powinien rozdawać karty. Artysta staje się odtwórcą roli, której scenariusz dostaje od pośrednika.”
Na płaszczyźnie rozporządzania prawami majątkowymi, nie ma znaczenia czy wykonuje się zlecenie przez pośrednika czy bezpośrednio. Więc Twoja rada jest BEZUŻYTECZNA.
Przypomnę, że cały czas mówimy o autorskich prawach majątkowych czyli w uproszczeniu o możliwości zarabiania na projekcie, rozpowszechnianiu go oraz reprodukcji na dostępne sposoby.
—
Wybacz że będę bezpośredni, ale od początku pieprzysz głupoty.
Jestem zdania, że Twoje wpisy jako wprowadzające w błąd powinny być usunięte. Jeśli nie masz o czymś zielonego pojęcia, nie zabieraj się za doradzanie.
14
Maciek said at 13:45 on Październik 5th, 2010:
Christobal,
Komentujesz własne słowa („autorskie prawa majątkowe”) czy moje („prawa autorskie”), bo widzę tu stosowną różnicę? Jeżeli tylko szukasz zaczepki, to tu jej nie znajdziesz. Nie dość, że imputujesz mi własne słowa („majątkowe”), to jeszcze mnie obrażasz: „Mylisz się”, „Mądre słowa”, „Nie rozumiesz tego co napisałem” etc. Nie życzę sobie takiego traktowania, niezależnie od tego, kto jest nadawcą i kto adresatem.
Powtórzę jeszcze raz – od samego początku piszę o prawach AUTORSKICH – tylko autorskich. W ten sposób omijasz agencję, które chce na Tobie zarobić. Jeżeli łączysz ze sobą prawa autorskie i majątkowe – niektórzy nazywają to AUTORSKIMI PRAWAMI MAJĄTKOWYMI – to powielasz typowy schemat agencyjny, który jest NIEKORZYSTNY dla twórcy – freelancera.
Autor pytania, Jarek, szukał dla siebie najlepszej drogi i życzę mu, aby nie powielał „standardów” branżowych. Najlepszych wzorców, do sprzedaży własnych dzieł autorskich, należy szukać w PORZĄDNYCH wydawnictwach papierowych oraz agencjach fotograficznych.
Chritobal, napisałeś: „Twórca nie może zatrzymać przy sobie praw majątkowych bo wtedy klient NIE BĘDZIE MÓGŁ z projektu korzystać.”
Jest to tak oczywiste, że mogę się tylko pod tym podpisać. Podobnie, pod znaczną częścią Twojej wypowiedzi – z wyłączniem jej obraźliwej części.
15christobal said at 23:31 on Październik 8th, 2010:
Brednie opowiadasz Acan.
Dla prawidłowego operowania autorskimi prawami osobistymi NIE MA ZNACZENIA forma umowy z klientem czy pośrednikiem. Tę kwestię W CAŁOŚCI definiuje USTAWA prawo autorskie.
Mając powyższe na uwadze, pośrednik, agencja, klient mogą autora pocałować tam, gdzie plecy kończą swoją szlachetną nazwę.
Bez względu zatem na to jaką umowę podpiszesz, jesteś do końca świata autorem z niezbywalnymi tego atutami zapisanymi w art 16 UoPAiPP.
16
Maciek said at 2:39 on Październik 22nd, 2010:
Christobal,
Przepraszam za literówki w poprzedniej odpowiedzi. Widzę, że dalej się nie rozumiemy, na szczeblu podstawowym. Zgadzam się z Tobą, niemalże w 100%, na temat majątkowych i niemajątkowych aspektów praw autorskich. Zgadzam się, nie tylko dlatego, że się nie znam na prawie, ale także ze względu na fakt, że wydajesz się być w tym fachowcem. Uwierz mi, że prawników jest naprawdę mało, więc każdy głos, który nie odsyła do ustawy, jest na wagę złota.
Pisałem o prawach autorskich, jako takich, bo niedoświadczeni twórcy sami, na własne życzenie, nie dbają o siebie. Skoro już jesteś na posterunku, to wspomnę własne słowa – „Umowa zlecenia, praca etatowa – tu niestety ciężko jest o zatrzymanie praw autorskich, co jest często wykorzystywane przez agencje.”. Czy masz jakieś rozwiązanie dla młodego twórcy, który pracuje za grosze (umowa zlecenia) i boi się odezwać w swojej sprawie, z powodu „syndromu trzymania się stołka”?
Podkreślam, że chodzi mi bardziej o umowę zlecenia – znana patologia w niektórych branżach mediowych – która to forma współpracy góruje nad zatrudnieniem na podstawie umowy o pracę lub podejściem najbardziej racjonalnym dla twórcy – umowa o dzieło. Jako zamawiający i koordynujący projekty, wolę pracować z ludźmi bardziej zmotywowanymi do tworzenia, co w wielu przypadkach jest niweczone przez pośredników. Da radę coś z tym zrobić?
17Marisol Perry said at 2:29 on Grudzień 22nd, 2010:
Brednie opowiadasz Acan. Dla prawidłowego operowania autorskimi prawami osobistymi NIE MA ZNACZENIA forma umowy z klientem czy pośrednikiem. Tę kwestię W CAŁOŚCI definiuje USTAWA prawo autorskie. Mając powyższe na uwadze, pośrednik, agencja, klient mogą autora pocałować tam, gdzie plecy kończą swoją szlachetną nazwę. Bez względu zatem na to jaką umowę podpiszesz, jesteś do końca świata autorem z niezbywalnymi tego atutami zapisanymi w art 16 UoPAiPP.
Christobal, Przepraszam za literówki w poprzedniej odpowiedzi. Widzę, że dalej się nie rozumiemy, na szczeblu podstawowym. Zgadzam się z Tobą, niemalże w 100%, na temat majątkowych i niemajątkowych aspektów praw autorskich. Zgadzam się, nie tylko dlatego, że się nie znam na prawie, ale także ze względu na fakt, że wydajesz się być w tym fachowcem. Uwierz mi, że prawników jest naprawdę mało, więc każdy głos, który nie odsyła do ustawy, jest na wagę złota. Pisałem o prawach autorskich, jako takich, bo niedoświadczeni twórcy sami, na własne życzenie, nie dbają o siebie. Skoro już jesteś na posterunku, to wspomnę własne słowa – „Umowa zlecenia, praca etatowa – tu niestety ciężko jest o zatrzymanie praw autorskich, co jest często wykorzystywane przez agencje.”. Czy masz jakieś rozwiązanie dla młodego twórcy, który pracuje za grosze (umowa zlecenia) i boi się odezwać w swojej sprawie, z powodu „syndromu trzymania się stołka”? Podkreślam, że chodzi mi bardziej o umowę zlecenia – znana patologia w niektórych branżach mediowych – która to forma współpracy góruje nad zatrudnieniem na podstawie umowy o pracę lub podejściem najbardziej racjonalnym dla twórcy – umowa o dzieło. Jako zamawiający i koordynujący projekty, wolę pracować z ludźmi bardziej zmotywowanymi do tworzenia, co w wielu przypadkach jest niweczone przez pośredników. Da radę coś z tym zrobić?
Super animacja, która rozwiała moje wątpliwości odnośnie zdobywania inspiracji do dalszych projektów po przeglądnięciu projektów wykonanych przez inne osoby.
„Wysoki sądzie, przecież ja nie zrobiłem nic złego! O, niech sobie wysoki sąd obejrzy ten filmik z jutuba”
Jakoś tego nie widzę
Witam szanowną Autorkę bloga
Mam do Ciebie pytanie – ponieważ od niedawna zajmuje się Freelancem mam wątpliwości jaki typ umowy wybrać (o dzieło / zlecenie) i jak ją poprawnie spisać.
Widziałem, że wypowiadałaś się na innym blogu dość sensownie i pomyślałem, że może pomogłabyś mi ???
Nie wiem jak się z Tobą skontaktować, dlatego piszę tutaj
pozdrawiam serdecznie,
J.
Piosenka jest świetna.
Ale piosenka jest też przebrzydłą i bezczelną manipulacją, bowiem pomija, najprawdopodobniej celowo, informację, że słowa dotyczą określonej licencji CC.
A szkoda. Pełne objaśnienie kwestii kopiowania byłoby świetną reklamą, a tak jest trampek w pysku.
Jarek,
Przeczytaj prawne założenia umów, które oparte są o Kodeks Cywilny, wówczas trochę Ci się rozjaśni.
W zasadzie są dwa kierunki artystyczno-papierologiczne:
1. Umowa o dzieło, faktura VAT – gwarantuje zatrzymanie praw autorskich, o ile nie zrzeczesz się tych praw w stosownej umowie.
2. Umowa zlecenia, praca etatowa – tu niestety ciężko jest o zatrzymanie praw autorskich, co jest często wykorzystywane przez agencje.
Myślę, że pierwsza opcja jest bezsprzecznie lepsza – dla przedsiębiorczego twórcy. Pamiętaj tylko o tym, aby mieć jakiekolwiek publiczne ubezpieczenie (związane z ZUS), jeżeli nie chcesz zakładać firmy. Wiem, że ZUS to ohydna i droga propozycja, ale w Polsce jest jedynym zabezpieczeniem, gdyby – odpukać! – miałoby się coś stać. Praca etatowa w firmie nie jest taka zła, a przy okazji można nauczyć się biznesu. Zdecydowanie nie polecam nikomu, kto tworzy cokolwiek, umowy zlecenia. Nikomu, bez względu na stopień kreatywności.
Pozdrawiam,
Maciek
Dzięki Maciek za odpowiedź
Pozdrawiam !
Mylisz się Macieju w dwóch zasadniczych kwestiach.
Sprawa umowy.
Otóż różnica zasadnicza między umową o dzieło a umową zlecenie polega na tym, że ‘o dzieło’ jest umową rezultatu, a ‘zlecenie’ jest umową starannego działania.
W przypadku projektowania zatem, skoro do wykonania jest konkretny projekt, raczej trudno jest podciągnąć to pod umowę zlecenie. Powiedzmy jednak, że przy dobrej księgowej da się… choć nie polecam.
Sprawa majątkowych praw autorskich.
Żadna umowa nie gwarantuje ich zatrzymania, bowiem do zatrzymania praw majątkowych umowa nie jest potrzebna. Formalnie. Ale.
Zamawiający dzieło może w sytuacji spornej dowodzić, że z charakteru umowy oraz jej celu wyraźnie wynika, że do przeniesienia praw dość powinno. Na takową potrzebę może także wskazywać korespondencja w toku realizacji.
Mówiąc wprost.
Jeśli do korzystania z dzieła niezbędne jest przekazanie praw doń lub udzielenie licencji na określone pola eksploatacji, to można z dużą dozą prawdopodobieństwa stwierdzić, że do takowego przeniesienia praw musi dojść, a brak formy pisemnej jest raczej zaniedbaniem ze strony wykonawcy aniżeli skutecznym sposobem na praw zatrzymanie.
Co więcej, przeniesienie praw jest niezależne od formy prawnej pod jaką wykonuje się projekt.
Wyjątkiem jest umowa o pracę, ale tutaj, detale związane z przeniesieniem praw, bardzo dokładnie precyzuje ustawa o prawie autorskim.
filmik pierwsza klasa, w trakcie zastanawiałem się, czy to prowokacja czy utrwalanie nowego, i jak widać cc na końcu, jak najbardziej ku chwale sharing-inspiring. inna sprawa, że chodzi o idee, a nie o ich ujęcie.
co do umowy, po pierwsze, czy owo zatrzymanie majątkowych praw autorskich jest tak istotne. bo dla samego dobrego samopoczucia, lepiej się zastanowić, czy warta skórka wyprawki. nieprzeniesienie może na dzień dobry zauważalnie obniżyć honorarium, a późniejsze zamarzone tantiemy nie pojawią się nigdy. to tylko tak gwoli spojrzenia z kolejnej strony.
po drugie freelancowanie w założeniu służy niezależności. wartość jak każda inna, i jak za każdą, trzeba ponieść stosowne koszta i niewygody. pracujesz kiedy chcesz, ale tylko wtedy zarabiasz, zarabiasz masówką, nie troszcz się o to co za, zdobywaj kolejne, chcesz zrobić raz i mieć spokój do konca swoich dni – stwórz arcydzieło, ale za coś dożyj do jego odtrąbienia.
jakoś przechodzenie praw majątkowych na mojego pracodawcę jakoś dawno przetrawiłem, zaakceptowałem i nawet się nad tym nie zastanawiam zbyt często. widać inne wartości okazały się ważniejsze.
Christobal i Foma,
Miło, że wspominacie o teorii. Oczywiście jest to bardzo ważna sprawa, o czym także wspomniałem.
Przedstawiłem wnioski z kilkunastoletniego doświadczenia w dbaniu o swoje prawa – tym samym, oczywiście, pieniądze. Jeżeli macie praktyczne doświadczenie w tworzeniu i zarabianiu na tym, to chętnie się dowiem:
Jak najlepiej uniezależnić się od pośredników, aby stać się niezależnym twórcą?
Są dwie drogi.
Jesteś artystą i zachowujesz prawa majątkowe do wszystkiego co stworzyłeś. W konsekwencji umierasz z biedy i głodu…
lub.
Godzisz się z faktem, że tworzysz projekty użytkowe a przeniesienie praw jest jednym z warunków ich właściwego użytkowania. Korzystasz natomiast na tym, że funkcjonujące prace przyciągają kolejnych chętnych.
Christobal,
Wierzę, że Twoim celem nie było wrzucanie artystów do jednego kotła – z nieudacznikami. Dodajmy do tego:
3. Omijasz pośredników.
Przywiązywanie się do jakichkolwiek pośredników jest tak samo niezdrowe, jak praca na etacie. Człowiek się rozleniwia, zapominając kto powinien rozdawać karty. Artysta staje się odtwórcą roli, której scenariusz dostaje od pośrednika.
Dbanie o swoje pieniążki, m.in. poprzez omijanie pośredników agencyjnych, to bardzo fajna sprawa. Uwierz mi – niektórzy ludzie dają radę.
Albo nie rozumiesz tego co napisałem, albo po prostu rozmawiasz z własnymi imaginacjami.
Więc na przykładzie będzie.
Logo.
Choćbyś nie wiem jakim był artystą, żeby znak mógł prawidłowo funkcjonować MUSISZ przenieść prawa majątkowe na zlecającego
Logo, katalog, ulotka, strona www to NIE JEST sztuka dla sztuki, tylko grafika użytkowa. Wiąże się z tym, między innymi, potrzeba przeniesienia praw, by ich nabywca mógł a) w praktyce zastosować, b) czerpać z tego zakładane korzyści.
Nie ma znaczenia czy będziesz to realizował samodzielnie czy przez pośredników. Dla prawidłowego funkcjonowania tych rzeczy, musisz prawa majątkowe scedować na klienta.
Christobal,
Od samego początku tego postu, piszę o prawach autorskich. Prawa autorskie i majątkowe to dwie inne sprawy, jeżeli szanujesz twórcę – także siebie. Gdy zaczniesz coś tworzyć, oraz sprzedawać za godziwe pieniądze, szybko załapiesz tę różnicę.
Podsumujmy Twoje mądre słowa::
” Umowa o dzieło, faktura VAT – gwarantuje zatrzymanie praw autorskich, o ile nie zrzeczesz się tych praw w stosownej umowie”
Dla prawidłowego funkcjonowania projektu, niezbędne jest scedowanie określonych praw na klienta
(przeniesienie praw lub licencja). Więc Twoja rada jest BEZUŻYTECZNA. Twórca nie może zatrzymać przy sobie praw majątkowych bo wtedy klient NIE BĘDZIE MÓGŁ z projektu korzystać.
Co więcej, obowiązek przeniesienia praw może bezpośrednio wynikać z charakteru utworu oraz zgodnego zamiaru stron.
W przypadku konfliktu na sali sądowej, konsekwencją nieprzekazania praw może być oskarżenie o celowe działanie na szkodę, wprowadzenie w błąd oraz wyłudzenie.
Kolejne mądre słowa.
„Przywiązywanie się do jakichkolwiek pośredników jest tak samo niezdrowe, jak praca na etacie. Człowiek się rozleniwia, zapominając kto powinien rozdawać karty. Artysta staje się odtwórcą roli, której scenariusz dostaje od pośrednika.”
Na płaszczyźnie rozporządzania prawami majątkowymi, nie ma znaczenia czy wykonuje się zlecenie przez pośrednika czy bezpośrednio. Więc Twoja rada jest BEZUŻYTECZNA.
Przypomnę, że cały czas mówimy o autorskich prawach majątkowych czyli w uproszczeniu o możliwości zarabiania na projekcie, rozpowszechnianiu go oraz reprodukcji na dostępne sposoby.
—
Wybacz że będę bezpośredni, ale od początku pieprzysz głupoty.
Jestem zdania, że Twoje wpisy jako wprowadzające w błąd powinny być usunięte. Jeśli nie masz o czymś zielonego pojęcia, nie zabieraj się za doradzanie.
Christobal,
Komentujesz własne słowa („autorskie prawa majątkowe”) czy moje („prawa autorskie”), bo widzę tu stosowną różnicę? Jeżeli tylko szukasz zaczepki, to tu jej nie znajdziesz. Nie dość, że imputujesz mi własne słowa („majątkowe”), to jeszcze mnie obrażasz: „Mylisz się”, „Mądre słowa”, „Nie rozumiesz tego co napisałem” etc. Nie życzę sobie takiego traktowania, niezależnie od tego, kto jest nadawcą i kto adresatem.
Powtórzę jeszcze raz – od samego początku piszę o prawach AUTORSKICH – tylko autorskich. W ten sposób omijasz agencję, które chce na Tobie zarobić. Jeżeli łączysz ze sobą prawa autorskie i majątkowe – niektórzy nazywają to AUTORSKIMI PRAWAMI MAJĄTKOWYMI – to powielasz typowy schemat agencyjny, który jest NIEKORZYSTNY dla twórcy – freelancera.
Autor pytania, Jarek, szukał dla siebie najlepszej drogi i życzę mu, aby nie powielał „standardów” branżowych. Najlepszych wzorców, do sprzedaży własnych dzieł autorskich, należy szukać w PORZĄDNYCH wydawnictwach papierowych oraz agencjach fotograficznych.
Chritobal, napisałeś: „Twórca nie może zatrzymać przy sobie praw majątkowych bo wtedy klient NIE BĘDZIE MÓGŁ z projektu korzystać.”
Jest to tak oczywiste, że mogę się tylko pod tym podpisać. Podobnie, pod znaczną częścią Twojej wypowiedzi – z wyłączniem jej obraźliwej części.
Brednie opowiadasz Acan.
Dla prawidłowego operowania autorskimi prawami osobistymi NIE MA ZNACZENIA forma umowy z klientem czy pośrednikiem. Tę kwestię W CAŁOŚCI definiuje USTAWA prawo autorskie.
Mając powyższe na uwadze, pośrednik, agencja, klient mogą autora pocałować tam, gdzie plecy kończą swoją szlachetną nazwę.
Bez względu zatem na to jaką umowę podpiszesz, jesteś do końca świata autorem z niezbywalnymi tego atutami zapisanymi w art 16 UoPAiPP.
Christobal,
Przepraszam za literówki w poprzedniej odpowiedzi. Widzę, że dalej się nie rozumiemy, na szczeblu podstawowym. Zgadzam się z Tobą, niemalże w 100%, na temat majątkowych i niemajątkowych aspektów praw autorskich. Zgadzam się, nie tylko dlatego, że się nie znam na prawie, ale także ze względu na fakt, że wydajesz się być w tym fachowcem. Uwierz mi, że prawników jest naprawdę mało, więc każdy głos, który nie odsyła do ustawy, jest na wagę złota.
Pisałem o prawach autorskich, jako takich, bo niedoświadczeni twórcy sami, na własne życzenie, nie dbają o siebie. Skoro już jesteś na posterunku, to wspomnę własne słowa – „Umowa zlecenia, praca etatowa – tu niestety ciężko jest o zatrzymanie praw autorskich, co jest często wykorzystywane przez agencje.”. Czy masz jakieś rozwiązanie dla młodego twórcy, który pracuje za grosze (umowa zlecenia) i boi się odezwać w swojej sprawie, z powodu „syndromu trzymania się stołka”?
Podkreślam, że chodzi mi bardziej o umowę zlecenia – znana patologia w niektórych branżach mediowych – która to forma współpracy góruje nad zatrudnieniem na podstawie umowy o pracę lub podejściem najbardziej racjonalnym dla twórcy – umowa o dzieło. Jako zamawiający i koordynujący projekty, wolę pracować z ludźmi bardziej zmotywowanymi do tworzenia, co w wielu przypadkach jest niweczone przez pośredników. Da radę coś z tym zrobić?
Brednie opowiadasz Acan. Dla prawidłowego operowania autorskimi prawami osobistymi NIE MA ZNACZENIA forma umowy z klientem czy pośrednikiem. Tę kwestię W CAŁOŚCI definiuje USTAWA prawo autorskie. Mając powyższe na uwadze, pośrednik, agencja, klient mogą autora pocałować tam, gdzie plecy kończą swoją szlachetną nazwę. Bez względu zatem na to jaką umowę podpiszesz, jesteś do końca świata autorem z niezbywalnymi tego atutami zapisanymi w art 16 UoPAiPP.
Christobal, Przepraszam za literówki w poprzedniej odpowiedzi. Widzę, że dalej się nie rozumiemy, na szczeblu podstawowym. Zgadzam się z Tobą, niemalże w 100%, na temat majątkowych i niemajątkowych aspektów praw autorskich. Zgadzam się, nie tylko dlatego, że się nie znam na prawie, ale także ze względu na fakt, że wydajesz się być w tym fachowcem. Uwierz mi, że prawników jest naprawdę mało, więc każdy głos, który nie odsyła do ustawy, jest na wagę złota.
Pisałem o prawach autorskich, jako takich, bo niedoświadczeni twórcy sami, na własne życzenie, nie dbają o siebie. Skoro już jesteś na posterunku, to wspomnę własne słowa – „Umowa zlecenia, praca etatowa – tu niestety ciężko jest o zatrzymanie praw autorskich, co jest często wykorzystywane przez agencje.”. Czy masz jakieś rozwiązanie dla młodego twórcy, który pracuje za grosze (umowa zlecenia) i boi się odezwać w swojej sprawie, z powodu „syndromu trzymania się stołka”? Podkreślam, że chodzi mi bardziej o umowę zlecenia – znana patologia w niektórych branżach mediowych – która to forma współpracy góruje nad zatrudnieniem na podstawie umowy o pracę lub podejściem najbardziej racjonalnym dla twórcy – umowa o dzieło. Jako zamawiający i koordynujący projekty, wolę pracować z ludźmi bardziej zmotywowanymi do tworzenia, co w wielu przypadkach jest niweczone przez pośredników. Da radę coś z tym zrobić?
Super animacja, która rozwiała moje wątpliwości odnośnie zdobywania inspiracji do dalszych projektów po przeglądnięciu projektów wykonanych przez inne osoby.