Jestem niepoważna i nieprofesjonalna. Choć bardzo z tym walczę, one walczą jeszcze zacieklej.
Odkąd wygrywają – nie mam zawodu grafika a stałam się graficzką – niepoważnym i nieważnym utworem wykonanym w paincie podczas dłubania sobie w paznokciach.
Gdy im się wydaje, że jeśli wzbogacą nazwy zawodów o damski odpowiednik będący jednocześnie zdrobnieniem wskazującym na odebranie powagi i ważności danej profesji – to tym samym walczą o odciągnięcie stereotypowej kobiety od garów; skazują panią psycholog na degradację do psycholożki.
Bo gdyby wydźwięk i charakter danego słowa nie miały znaczenia, to na prezydenta mówilibyśmy Pluszowy Misio.
W dniu, w którym budzą się klienci, o których dawno słuch zaginął, odwraca się zasada znana jako „jakbym chciał projekt na dzisiaj to bym przyszedł jutro”.
Jak chciałeś fakturę w listopadzie to trzeba było płacić w październiku
Klient zamawia projekt, po wykonaniu i wdrożeniu którego przez pół roku z wielu powodów nie płaci (z wielu kolejnych powodów, bo gdy ważność jednego się kończy, to drugiego zaczyna). Wysyła do tej samej agencji zapytanie o wycenę projektu następnego i tym oto pomaga w podjęciu odpowiedniej decyzji:
Jeśli weźmiecie ten projekt to zapłacę za ten poprzedni, a jeśli nie, to pieniądze, które jestem winien, wolałbym przeznaczyć na opłatę raty samochodu i domu.
Tu skończył… wszystkim się zdawało, że Klient wciąż gra na czasie jeszcze, a to echo grało.
Ogłoszenia z ofertami pracy dla grafików ogląda większość sfrustrowanych, znudzonych, szukających dodatkowego hobby i chcących się pośmiać designerów. Dlatego właśnie jest to mój główny punkt programu. Co jednak ostatnio bardziej mnie fascynuje to nie ogłoszenia, a komentarze do ogłoszeń – wielokrotnie powtarzane w serwisie dla największych profesjonalnych specjalistów, którzy zadziwiają świat swoim talentem (choć dla zmyłki najczęściej nie wrzucają swojego zdjęcia a w miejscu wykształcenia i historii zawodowej czas urywa się zaraz po liceum).
Po przeanalizowaniu przeciętnego ogłoszenia (przykładowo):
Szukamy web designera
- wymagana: znajomość photoshopa, trendów web
- zalecana: znajomość css, xhtml
- dodatkowe atuty: flash, actionscript, javascript
Oczami komentatora to czysta farsa, chamstwo a nawet atak personalny na biednego, anonimowego grafika. Jakże on, graficznie uzdolniony artysta, mógłby znać css i html? Czego oni szukają, robota? Może nam jeszcze każą dodawać i odejmować? Hańba!
W świecie, w którym nefrolog nie zna się przecież na ludzkim organiźmie, a tylko nerkę bada. W świecie, w którym krawcowa nie wie czym się różni jeans od sztruksu, ona przecież tylko spodnie robi. Ostatecznie świecie, w którym masażysta zatrudniony do masażu lewej stopy – znać materiału, jakim jest ciało, nie musi – tak, w tym świecie webdesigner to inna nazwa operatora photoshopa. On nie powinien wiedzieć w jakiej materii pracuje i co dalej dzieje się z jego dziełem. Ważne, żeby robił i czuł się artystycznie spełniony.
A na pytanie czy da się jego dzieło wdrożyć odpowie „Hańba!” i zwyzywa od żydów
Płatność za materię jest oczywista. Materię można postawić nad kominkiem, można się w nią ubrać a nawet zjeść zamieniając ją w energię pozwalającą na jeszcze mocniejsze naciągnięcie gumki od dresów.
Przedmiot wymacany staje się w świadomości produktem (albo żoną, ale jednak częściej produktem). Im więcej do wymacania tym większą wartość ma produkt, choćby i to był metr sześcienny powietrza, do którego dodawanych jest kilka chipsów pakowanych jako okazja. Dlatego wiadomo nie od dziś, że za macanie się płaci i jakkolwiek tego zdania się nie zinterpretuje to wciąż będzie prawdziwe.
Nawet w usługach macanie sprawia, że zapłata za nie jest oczywista. – Pan będzie kładł kafelki? No oczywiście, trzeba za nie najpierw zapłacić a i Panu co nieco dać z góry, żeby Pan miał za co macać. – Pani krawcowa potrzebuje pieniędzy na materiał? A jaki materiał? Mogę pomacać, żeby go wybrać? No to biorę ten – ile to będzie kosztować na początek?
Pan strony robi tak? Na komputerze? I nie wstyd panu tak brać zaliczki?
A oczywiście możemy się umówić tak, że pan zrobi, a ja potem powiem, że jednak mnie nie stać i zapłacę jak już będę mieć, prawda? Przecież nic pan nie straci.
Mam teorię.
Gdyby pliki psd, xhml, css, as i swf były możliwe do wymacania – nigdy nie mielibyśmy problemów z płatnościami.
Im więcej użyto słowa „pilne” tym mniej pilne okazuje się opłacenie faktury
Zależy mi na czasie
Używanie tej formułki zazwyczaj poprzedza brak szacunku do czasu wykonawcy – umówiony termin na wykonanie jest wiążący, natomiast umówiony termin na przysłanie materiałów przez klienta się rozpływa. W 8 na 10 przypadków klient budzi się po miesiącu i jest przekonany, że teraz wszystko zostanie wykonane od ręki.
Jak myślisz?
Najczęściej nie chodzi o to, by się dowiedzieć co Ty, projektancie, sądzisz o proponowanym rozwiązaniu. I tak masz to zrobić, po prostu jestem miły.
Damy radę?
Pytanie najczęściej poprzedzone stwierdzeniem „musi być na [data]„. Odpowiedź, czy damy, czy nie damy – jest bez znaczenia. Bo musi być.
Będę wdzęczna za dołożenie czegoś do spisu – cudze doświadczenie pozwoli zaoszczędzić sporo czasu
Dlatego odmawiasz kolejnych zleceń, układasz kalendarz i mówisz rodzinie, że w weekend nie dasz rady.
Bo klientowi zależy na czasie.
Dlatego wpisujesz kolejne taski i milestony do systemu – planujesz, aby wszystko było dopięte na ostatni guzik, bo nie ma czasu na niedociągnięcia.
Bo klientowi zależy na czasie.
Dlatego zapytany o to, czy dasz radę w tydzień, stojąc na baczność odpowiadasz, że tak, wszystko przygotowane, plan zrobiony, nie zawiodę Cię!
A potem kolejny dzień odświeżasz pocztę czekając na materiały. Z nudów czytasz zlecenia, którym odmówiłeś, lub przerzuciłeś na „za miesiąc”. Oooo idzie coś dużego – no, zacieramy rączki!
Newsletter.
Idźmy na facebooka, nikt nie woła.
Teraz zostaje tylko czekać na maila o temacie „PILNE!!!!!111111oneoneonenoe”.
Najnowsze komcie