Jestem niepoważna i nieprofesjonalna. Choć bardzo z tym walczę, one walczą jeszcze zacieklej.
Odkąd wygrywają – nie mam zawodu grafika a stałam się graficzką – niepoważnym i nieważnym utworem wykonanym w paincie podczas dłubania sobie w paznokciach.
Gdy im się wydaje, że jeśli wzbogacą nazwy zawodów o damski odpowiednik będący jednocześnie zdrobnieniem wskazującym na odebranie powagi i ważności danej profesji – to tym samym walczą o odciągnięcie stereotypowej kobiety od garów; skazują panią psycholog na degradację do psycholożki.
Bo gdyby wydźwięk i charakter danego słowa nie miały znaczenia, to na prezydenta mówilibyśmy Pluszowy Misio.
Ogłoszenia z ofertami pracy dla grafików ogląda większość sfrustrowanych, znudzonych, szukających dodatkowego hobby i chcących się pośmiać designerów. Dlatego właśnie jest to mój główny punkt programu. Co jednak ostatnio bardziej mnie fascynuje to nie ogłoszenia, a komentarze do ogłoszeń – wielokrotnie powtarzane w serwisie dla największych profesjonalnych specjalistów, którzy zadziwiają świat swoim talentem (choć dla zmyłki najczęściej nie wrzucają swojego zdjęcia a w miejscu wykształcenia i historii zawodowej czas urywa się zaraz po liceum).
Po przeanalizowaniu przeciętnego ogłoszenia (przykładowo):
Szukamy web designera
- wymagana: znajomość photoshopa, trendów web
- zalecana: znajomość css, xhtml
- dodatkowe atuty: flash, actionscript, javascript
Oczami komentatora to czysta farsa, chamstwo a nawet atak personalny na biednego, anonimowego grafika. Jakże on, graficznie uzdolniony artysta, mógłby znać css i html? Czego oni szukają, robota? Może nam jeszcze każą dodawać i odejmować? Hańba!
W świecie, w którym nefrolog nie zna się przecież na ludzkim organiźmie, a tylko nerkę bada. W świecie, w którym krawcowa nie wie czym się różni jeans od sztruksu, ona przecież tylko spodnie robi. Ostatecznie świecie, w którym masażysta zatrudniony do masażu lewej stopy – znać materiału, jakim jest ciało, nie musi – tak, w tym świecie webdesigner to inna nazwa operatora photoshopa. On nie powinien wiedzieć w jakiej materii pracuje i co dalej dzieje się z jego dziełem. Ważne, żeby robił i czuł się artystycznie spełniony.
A na pytanie czy da się jego dzieło wdrożyć odpowie „Hańba!” i zwyzywa od żydów
Wśród designerów dużo ostatnio o psuciu rynku. Że student przyjdzie, że zrobi za miskę ryżu, że się nie szanuje, że nas nie szanuje, że nos ma krzywy i mama go nie kocha. Czytam, że ci, co rynek psują, podbierają mi klientów. Zabierają chleb spod pyska. A ja chyba akurat wtedy śpię albo i inne, bardziej intymne czynności ubikacyjne odprawiam, bo akurat wtedy mnie na miejscu nie ma gdy mnie okradają.
Przyglądając się profilowi typowego klienta z serwisu na „z” można stwierdzić, że pieniądze na rozbujanie swojego sklepu z nowoczesnymi breloczkami uzbierał ciułając stypendium przez 5 lat, połowę wydał na piwo i fajki, a za drugie 10zł chce kupić logo, wizytówki i sklep internetowy. Jeśli zgłaszają się chętni, którzy w tej cenie wykonają wszystkie 3 elementy zlecenia (logo ukradną, wizytówkę zrobią z templejtu w wordzie i zarejestrują się w serwisie z darmowymi sklepami interetowymi), to obie strony są zadowolone. Klient ma jakość, za jaką płaci, a zleceniobiorca ma z czego żyć przez półtorej godziny jeśli jest człowiekiem, a dwa miesiące jeśli jest studentem (lub 3 lata jeśli to gimnazjalista). Wszyscy zadowoleni.
Nie komentując w ogóle jakości tego, co robię, robię to zawodowo (ciągle mówię o grafice), z tego żyję, o takim profilu założyłam firmę. I jako, jakby nie patrzeć, zawodowy grafik w życiu nie zainteresowałabym się tym zleceniem, nie widziałabym tego klienta. Dlatego niczego mi nie ukradziono.
W argumentach często pojawia się kształtowanie złej świadomości, o tym, że to niby tak mało kosztuje, że stronę robi się za 200zł, że logo można wykonać za 50zł i że to niby nieprawda a klient myśli, że tak jest (jak widać gdyby płacili za zbyt długie i skomplikowane zdania – zawodowo robiłabym co innego). Ale niech ma tę świadomość, bo tak naprawdę jest. Bo coś, co przypomina logo i coś, co przypomina stronę internetową można kupić za 100zł.
A coś, co przypomina samochód można opierdolić za tysiaka.
I tak właśnie wygląda każda branża – płacisz więcej, masz lepszą jakość. Jeśli czujesz się okradany – podnieś swoją jakość. Wtedy klientów z serwisu na „z” będziesz miał głęboko tam gdzie w dupie słońce nie dochodzi wężykiem.
Jako osobowość wszechstronna (wcale nie chodzi o to, że nic nie robię tak do końca dobrze, dlatego imam się wszystkiego) mam często do czynienia z cudzymi dziełami w formie psd. Coś trzeba pociąć, przeprojektować, zanimować, przybajerzyć, obcinkować – wystarczy wysłać do mnie. Szczególnie jeśli chodzi o to ostatnie. Dlatego mam niejedną okazję by w zadumie przeanalizować proces twórczy innych grafików.
1. Layer 1, Layer 2, Layer 345…
Ignorowanie opcji służącej do nazywania warstw jest najpopularniejszym sposobem na wyrażenie swojej artystycznej duszy w sposób matematyczny. Nie istnieją nawet ponazywane grupy, wszystko rzucone w sposób niechronologiczny do photoshopa. Zawsze przy takiej okazji rozpoczynam pracę od zabawy w „Znajdź najwyższą i najniższą wartość”. Tym samym jest to jedyny moment w ciągu dnia (nie licząc zaglądania na konto bankowe), w którym ćwiczę lewą półkulę. Dziękuję Wam za to, leniwi graficy.
2. Brak grup
Do ćwiczeń półkuli mózgowej dochodzi również ćwiczenie karku, którzy przemierza kilometry z góry do dołu ekranu w poszukiwaniu odpowiedniego elementu.
3. A historia tej grafiki wygląda tak…
O mój odpoczynek dbają z kolei wszyscy ci, którzy nie usuwają nieużywanych warstw, wyłączonych po braku akceptacji przez klienta (nie usuniętych – wylączonych). Ileż to godzin spędziłam słuchając siebie, myśląc o życiu, śmierci i sensie życia w towarzystwie ledwo ruchawego paska postępu przy ściąganiu pliku o wadze 100MB, zawierającego więcej warstw ukrytych niż widocznych. A jaka to zabawa, gdy odkrywa się każdy kolejny etap pracy, włącznie z pierwszą, najważniejszą warstwą będącą screenshotem istniejącej już strony znanego grafika, na podstawie której najwidoczniej powstała cała reszta.
Nowy nurt w sztuce
Biorąc wszystkie te elementy do (nomen omen) kupy powstaje przeciętny plik psd. Przeciętny tylko w kontekście częstości występowania, bo każdy z nich wnosi nową wartość w moje życie. Każdy kieruje się zupełnie inną logiką i każdy potrafi zaskoczyć. Pliki te łączą prawie wszystkie znane mi nurty w sztuce, ze szczególnym naciskiem na kubizm lecz z absolutnym odrzuceniem minimalizmu. To nowy nurt. KlikizmAndDziałaizm.
Nic nie piszę gdyż jak każdy właściciel firmy czy też grafik jestem na urlopie i smażę się na piasku, sącze drinki z palemką i gdy tylko się obudzę mam mnóstwo roboty, bo ludzie wracają z prawdziwych wakacji.
Gdzieś głęboko w świadomości klienta, lub nierzadko wykonawcy – grafika, leży przekonanie, iż kobiety będą odwiedzać chętniej stronę krzyczącą różem.
Różowe belki, różowe tło, różowe tytuły, różowe WSZYSTKO
Róż ma być oczojebny i zajmować 90% strony. I tak powstają layouty, w których wystarczy wymienić zdjęcie szamponu na wibrator i mamy piękny porno – serwis. Mi, kobiecie, robi się niedobrze na takiej stronie. A może by tak wszystkie sklepy motoryzacyjne okrasić nasyconym błękitem? Z pewnością chęć zakupu amortyzatora, sprzęgła czy układu hamulcowego wzrosłaby kilkukrotnie, gdyby dookoła czas umilały nam niebieskie chmurki, niebieskie zygzaki i niebieskie belki…
Najnowsze komcie