Gdy wśród uwag do projektu zobaczysz słowa „powinno” albo „musi” – z góry załóż, że Twoje argumenty w tej dyskusji będą jak regulaminy serwisów społecznościowych – może ktoś je przeczyta, ale tylko dla wewnętrznego poczucia spełnienia („no dobra, przeczytałem”).
Gdy „logo musi być większe i po prawej stronie„, gdy „przycisk wyślij powinien być nad formularzem” to nie pomogą linki do przeprowadzonych badań. Nie dasz rady wytłumaczyć, że tak się nie robi. A przede wszystkim zaufanie do Ciebie, jako wykonawcy (u którego jakby nie patrzeć tę pracę zleciło się właśnie dlatego, bo coś tam jednak umiesz) jest takie samo jak do dziecka, które zbliża się do piekarnika rumieniącego żelazko.
Z tosterem pod jedną pachą i suszarką pod drugą.
I wiadrem z wodą pod nogami.
Wszelkie dyskusje mogą nawet trwać tygodniami. Ale i tak ostatecznie zrobisz to co każą zrobić, bo przecież Twoje dziecko nie może żywić się zarumienionym żelazkiem.
Więc zrób to od razu, zaoszczędź sobie czas, a kreatywnie spełniaj się tworząc mięsnego jeża z wędlin i parówek.
Jestem niepoważna i nieprofesjonalna. Choć bardzo z tym walczę, one walczą jeszcze zacieklej.
Odkąd wygrywają – nie mam zawodu grafika a stałam się graficzką – niepoważnym i nieważnym utworem wykonanym w paincie podczas dłubania sobie w paznokciach.
Gdy im się wydaje, że jeśli wzbogacą nazwy zawodów o damski odpowiednik będący jednocześnie zdrobnieniem wskazującym na odebranie powagi i ważności danej profesji – to tym samym walczą o odciągnięcie stereotypowej kobiety od garów; skazują panią psycholog na degradację do psycholożki.
Bo gdyby wydźwięk i charakter danego słowa nie miały znaczenia, to na prezydenta mówilibyśmy Pluszowy Misio.
Ogłoszenia z ofertami pracy dla grafików ogląda większość sfrustrowanych, znudzonych, szukających dodatkowego hobby i chcących się pośmiać designerów. Dlatego właśnie jest to mój główny punkt programu. Co jednak ostatnio bardziej mnie fascynuje to nie ogłoszenia, a komentarze do ogłoszeń – wielokrotnie powtarzane w serwisie dla największych profesjonalnych specjalistów, którzy zadziwiają świat swoim talentem (choć dla zmyłki najczęściej nie wrzucają swojego zdjęcia a w miejscu wykształcenia i historii zawodowej czas urywa się zaraz po liceum).
Po przeanalizowaniu przeciętnego ogłoszenia (przykładowo):
Szukamy web designera
- wymagana: znajomość photoshopa, trendów web
- zalecana: znajomość css, xhtml
- dodatkowe atuty: flash, actionscript, javascript
Oczami komentatora to czysta farsa, chamstwo a nawet atak personalny na biednego, anonimowego grafika. Jakże on, graficznie uzdolniony artysta, mógłby znać css i html? Czego oni szukają, robota? Może nam jeszcze każą dodawać i odejmować? Hańba!
W świecie, w którym nefrolog nie zna się przecież na ludzkim organiźmie, a tylko nerkę bada. W świecie, w którym krawcowa nie wie czym się różni jeans od sztruksu, ona przecież tylko spodnie robi. Ostatecznie świecie, w którym masażysta zatrudniony do masażu lewej stopy – znać materiału, jakim jest ciało, nie musi – tak, w tym świecie webdesigner to inna nazwa operatora photoshopa. On nie powinien wiedzieć w jakiej materii pracuje i co dalej dzieje się z jego dziełem. Ważne, żeby robił i czuł się artystycznie spełniony.
A na pytanie czy da się jego dzieło wdrożyć odpowie „Hańba!” i zwyzywa od żydów
Wśród designerów dużo ostatnio o psuciu rynku. Że student przyjdzie, że zrobi za miskę ryżu, że się nie szanuje, że nas nie szanuje, że nos ma krzywy i mama go nie kocha. Czytam, że ci, co rynek psują, podbierają mi klientów. Zabierają chleb spod pyska. A ja chyba akurat wtedy śpię albo i inne, bardziej intymne czynności ubikacyjne odprawiam, bo akurat wtedy mnie na miejscu nie ma gdy mnie okradają.
Przyglądając się profilowi typowego klienta z serwisu na „z” można stwierdzić, że pieniądze na rozbujanie swojego sklepu z nowoczesnymi breloczkami uzbierał ciułając stypendium przez 5 lat, połowę wydał na piwo i fajki, a za drugie 10zł chce kupić logo, wizytówki i sklep internetowy. Jeśli zgłaszają się chętni, którzy w tej cenie wykonają wszystkie 3 elementy zlecenia (logo ukradną, wizytówkę zrobią z templejtu w wordzie i zarejestrują się w serwisie z darmowymi sklepami interetowymi), to obie strony są zadowolone. Klient ma jakość, za jaką płaci, a zleceniobiorca ma z czego żyć przez półtorej godziny jeśli jest człowiekiem, a dwa miesiące jeśli jest studentem (lub 3 lata jeśli to gimnazjalista). Wszyscy zadowoleni.
Nie komentując w ogóle jakości tego, co robię, robię to zawodowo (ciągle mówię o grafice), z tego żyję, o takim profilu założyłam firmę. I jako, jakby nie patrzeć, zawodowy grafik w życiu nie zainteresowałabym się tym zleceniem, nie widziałabym tego klienta. Dlatego niczego mi nie ukradziono.
W argumentach często pojawia się kształtowanie złej świadomości, o tym, że to niby tak mało kosztuje, że stronę robi się za 200zł, że logo można wykonać za 50zł i że to niby nieprawda a klient myśli, że tak jest (jak widać gdyby płacili za zbyt długie i skomplikowane zdania – zawodowo robiłabym co innego). Ale niech ma tę świadomość, bo tak naprawdę jest. Bo coś, co przypomina logo i coś, co przypomina stronę internetową można kupić za 100zł.
A coś, co przypomina samochód można opierdolić za tysiaka.
I tak właśnie wygląda każda branża – płacisz więcej, masz lepszą jakość. Jeśli czujesz się okradany – podnieś swoją jakość. Wtedy klientów z serwisu na „z” będziesz miał głęboko tam gdzie w dupie słońce nie dochodzi wężykiem.
Jako osobowość wszechstronna (wcale nie chodzi o to, że nic nie robię tak do końca dobrze, dlatego imam się wszystkiego) mam często do czynienia z cudzymi dziełami w formie psd. Coś trzeba pociąć, przeprojektować, zanimować, przybajerzyć, obcinkować – wystarczy wysłać do mnie. Szczególnie jeśli chodzi o to ostatnie. Dlatego mam niejedną okazję by w zadumie przeanalizować proces twórczy innych grafików.
1. Layer 1, Layer 2, Layer 345…
Ignorowanie opcji służącej do nazywania warstw jest najpopularniejszym sposobem na wyrażenie swojej artystycznej duszy w sposób matematyczny. Nie istnieją nawet ponazywane grupy, wszystko rzucone w sposób niechronologiczny do photoshopa. Zawsze przy takiej okazji rozpoczynam pracę od zabawy w „Znajdź najwyższą i najniższą wartość”. Tym samym jest to jedyny moment w ciągu dnia (nie licząc zaglądania na konto bankowe), w którym ćwiczę lewą półkulę. Dziękuję Wam za to, leniwi graficy.
2. Brak grup
Do ćwiczeń półkuli mózgowej dochodzi również ćwiczenie karku, którzy przemierza kilometry z góry do dołu ekranu w poszukiwaniu odpowiedniego elementu.
3. A historia tej grafiki wygląda tak…
O mój odpoczynek dbają z kolei wszyscy ci, którzy nie usuwają nieużywanych warstw, wyłączonych po braku akceptacji przez klienta (nie usuniętych – wylączonych). Ileż to godzin spędziłam słuchając siebie, myśląc o życiu, śmierci i sensie życia w towarzystwie ledwo ruchawego paska postępu przy ściąganiu pliku o wadze 100MB, zawierającego więcej warstw ukrytych niż widocznych. A jaka to zabawa, gdy odkrywa się każdy kolejny etap pracy, włącznie z pierwszą, najważniejszą warstwą będącą screenshotem istniejącej już strony znanego grafika, na podstawie której najwidoczniej powstała cała reszta.
Nowy nurt w sztuce
Biorąc wszystkie te elementy do (nomen omen) kupy powstaje przeciętny plik psd. Przeciętny tylko w kontekście częstości występowania, bo każdy z nich wnosi nową wartość w moje życie. Każdy kieruje się zupełnie inną logiką i każdy potrafi zaskoczyć. Pliki te łączą prawie wszystkie znane mi nurty w sztuce, ze szczególnym naciskiem na kubizm lecz z absolutnym odrzuceniem minimalizmu. To nowy nurt. KlikizmAndDziałaizm.
Nic nie piszę gdyż jak każdy właściciel firmy czy też grafik jestem na urlopie i smażę się na piasku, sącze drinki z palemką i gdy tylko się obudzę mam mnóstwo roboty, bo ludzie wracają z prawdziwych wakacji.
Gdzieś głęboko w świadomości klienta, lub nierzadko wykonawcy – grafika, leży przekonanie, iż kobiety będą odwiedzać chętniej stronę krzyczącą różem.
Różowe belki, różowe tło, różowe tytuły, różowe WSZYSTKO
Róż ma być oczojebny i zajmować 90% strony. I tak powstają layouty, w których wystarczy wymienić zdjęcie szamponu na wibrator i mamy piękny porno – serwis. Mi, kobiecie, robi się niedobrze na takiej stronie. A może by tak wszystkie sklepy motoryzacyjne okrasić nasyconym błękitem? Z pewnością chęć zakupu amortyzatora, sprzęgła czy układu hamulcowego wzrosłaby kilkukrotnie, gdyby dookoła czas umilały nam niebieskie chmurki, niebieskie zygzaki i niebieskie belki…
Najnowsze komcie